nie odzywałam sie tak długo bo w sumie i pogoda była beznadziejna, lało, wiało, huczało, sztormy, zimnisko i ogólnie masakra, zero słoneczka. W marcu na plaży sie smażyłam a w kwietniu mogłabym zimową kurtke założyć. Wiec pogoda gorsza chyba nawet niz w Polsce byla.
No i dlatego niewiele sie u mnie działo, wychodzić sie raczej nie wychodziło- no bo na zewnatrz to prysznic z nieba dosłownie 24h na dobę ;-/
teraz na szczęście od poniedziałku słoneczko i mam nadzieje ze już tak zostanie.
Wiec jako ze z nieba pozytywna energia płynie to ja też sie na blogu z letargu budze no i nowe posty zamieszczam
W niedziele tydzien temu z moją roommate wybrałysmy sie do BElem co by sie dokulturalnić, wiec bylo muzeum i troszke sztuki, piekne obrazy, niektore dziwne, inne ciekawe, rzeźby, fotografie, a potem oczywiscie obowiazkowo PAsteis de Belem- te pyszne ciasteczka o ktorych juz pisalam w poczatkowych postach ;-)) i kawusia. Niedziela całkiem przyjemna byla bo nie padalo wiec wykorzystałysmy okazje ;-))
A we wtorek w ramach naszego przedniotu Portuguese History & Culture wybraliśmy sie do kościoła Sao Rogue, najstarszego jezuickiego kosciola w Lizbonie, jeden z obowiazkowych turystycznych punktów. Pan przewodnik ciekawie nam poopowiadał co i jak, kościół faktycznie w zupelnie innym stylu jest. JEst bardzoo szeroki i z malymi okienkami ale nie jest strzelisty, sufit ma taki normalny jak pudelko, rownolegly do podlogi, bez zadnych łuków czy jak sie to profesjonalnie nazywa ;-) no piekne malowidła na drewnie na suficie ktore mozecie na zdjeciu zobaczyć ;-)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz