ogród w parku Retiro w MAdrycie
palacio Crystal
no wiec 5 dni bylo bardzo intensywnych , chociaz zdjecia trozk esie pomieszaly i sa poprzeplatane te z BArcelonki z tym i z MAdrytu to w ramach wyjasnienia. W sobote rano polecielismy w 3 osoby do BArcelony i bylismy tam popoludniu, informacja turystyczna zbierania mapek, bagaze do hostelu i ruszlylismy na zwiedzanie BArcelonki. Zeszlo nam do samej nocki, ale bylo warto, podobnie cale 2 nastepne dni- tj. niedziela i poniedziałek. Widzielismy chyba wszystko. ALe najwieksze wrazenie zrobila na mnie chyb aSagrada Familia- swiatynia projektowana przez GAudiego przez 40 lat, a budowana od ponad 120 lat, z zewnatrz robi wrazenie, ale w srodku jest pusciutka jeszcze, roboty trwaja, nawet dachu z jednej strony niema. Byl tez Park Guell ze slynnymi budynkami, laweczkami i salamandra GAudiego, byl i luk triumfalny, i wielki PAlac i widok z zameczku na cała BArcelonke, i spacerek nad morzem srodziemnym i wizyta na stadionie Camp Nou. Ogolnie dzien zaczynal sie rankiem i pielgrzymowalismy do samego wieczora- okolo 12-13 h dziennie, wiec intensywnie ale warto bylo. W poniedzialek w nocke, co by dnia nie tracic na podroz autobuskiem juz we dwie- ja i moj awspollokatorka udlaysmy sie do MAdrytu, bylysmy na miescu okolo 7 rano i zaczylysmy zwiedzanie z plekacami na plackach z bagazem na 5 dni, upal strany , my bez hostelu - ale po drodze znalazlysmy cos, i to w samym sercu miasta, wiec tylko godzinny odpoczynek i juz bez plecakow zwiedzanko MAdrytu. Madryt jest bardziej komercyjnym centrum i jak dla mnie mniej romantyczny i klimatyczny niz BArcelona ale tez am swoj styl, swoje miejca znane i piekne no i swoj stadion- Santiago Bernabeu- tym razem tylko z zewnatr\z go widzialysmy. Ale w pieknym parku bylysmy- Park Retiro, gdzie jest jedyny na swiecie pomnik upadlego aniola, zwiedzilysmy palac krolewski ktory ma najwiecje komnat sposrod pałacow europejskich, no i muzeum Prado w ktorym znajduje sie jedna z najwieksych na swiecie kolekcja obrazow- Rubens, Rubenstein, Goya, El Greco, Velasquez , Pussin ect.- na własne oczka mozna bylo podziwiac. No i spacery uliczkami, najwieksze place, symbole MArdytu- jak ten mis pod drzewkiem, zajelo nam to cale 2 dni, ale juz w srode wieczorkiem wsiadlysmy do autobusku i nas rankiem w czwartek czyli dzis bylysmy/jestesmy back w Lizbonce. NAreszczie chciałoby sie rzec, bo jednak tych ludzi lizbonskich brakowało, szczegolnie gdy sie wie ze teraz kazdy dzionek cenny i na wage złota bo to juz czas pozegnan, trudny czas, uwierzcie, bardzo trudny, ale damy rade, za chwile bedzie czas powitan. ;-D