Drugi tydzień przerwy wielkanocnej zaczęłam w Porto. Odwiedziłam kolegę, naszego Erasmusa z UEk który właśnie na święta do domku wrócił. To były moje 3 najlepsze dni od początku pobytu w Portugalii. Oprócz tego, że miałam profesjonalnego przewodnika i tłumacza to jeszcze miałam okazję spedzić troszkę czasu z typową portugalską rodzinką, posmakować portugalskich, domowych specjałów. Było niesamowicie. Do tej pory myślalam ze to Lizbonka jest najpiekniejsza na świecie, teraz jestem zakochana w Porto i czuję ze to moje miesce na ziemi. Porto ma swój klimat i duszę, jest takie stare, osadzone na skałkach, te piękne mosty, widoczki nocą, ocean, no i Storehouses of Porto wines – po drugiej stronie rzeki, dokladnie w innym już mieście- Beia. Orginalne wino porto jest własnie tutaj produkowane i wysyłane w świat , miałam okazje odwiedzic jedna z wine cellars i posmakowac winka, naprawdę bylo niesamowicie, w tych piwnicach czuc było zapach wina, no i te stare butelki czekające na to by stać się starym rocznikiem. Oprócz Porto zobaczyłam tez okoliczne miescowości no i plaże niesamowite bo w Porto nie ma piaszczystych plaż, wieć ludzie jeżdzą do okolicznych miejscowości. Mój profesional guide mieszka w Espinho dokladnie ,więc to tez jakieś 20km od Porto, ale piekna miescowosc- ok 30 tys mieszkancow, z olbrzymia piaszczysta plaza na której co roku od 15 lat rozgrywane byly swiatowe zawody w piłkę plażową. No i te 3 dni to mineły mi jak krótka chwilka, a teraz jak pomyśle ze już prawie połowa mojego erasmusowego zycia w Lizbonce i Portugalii mi mineła to smutno mi się robi i aż mysleć nie chce ze niedlugo bede musiala bookowac bilet do Polski- tak już na stałe.
poniedziałek, 31 marca 2008
piątek, 28 marca 2008
MOJA WIELKANOC NA OBCZYŻNIE
Czasem wydaje się, że świeta to tylko wielkie obżarstwo, siedzenie przy stole inic nie robienie, natretne ciotki które pytają co i jak, o studia o plany na przyszłość, serduchowe sprawy. Ale jak się jest gdzieś daleko to ta zwyczajność świat ma inny wymiar i w tej zwyczajności odnajduje się magie i niezwykłość. No i mi tego bardzo brakowało, ale na szczęście udało nam się jakoś zorganizować i wielkanocne śniadanko w gronie około 30 osób – głównie Polaków było niesamowite. W sobote pojechaliśmy na koniec Lizbonki na świecenie pokarmów, bo ogólnie Portugalczycy nie mają tego zwyczaju, ale udało nam się znależć miesce gdzie było polskie świecenie pokarmów po polsku ;-) więc w sobote koszyczek a potewm wielkie gotowanie, ja sałatke robiłam- i chyba dla pułku armii by starczyło. W niedziele śniadanko było u nas w residence, około 30 osób każdu coś przyniósł więc wyżerka była naprawdę peirwsza klasa, jajeczka faszerowane, polskie kabanoski, salatki, barszczyk biały, ful wypas, nawet wloskie specjały były ;-)) No a potem z pełnymi brzuszkami spacerek po Lizbonce, co by się poruszac troszke, a wieczorkiem znów wielka ekipa uderzyliśmy do Kosciolka na msze- po portugalsku, of kors, bo angielkie to tu ciezko znalezc, a polska tylko raz w miesiacu w jednym kosciele i to na koncu miasta.
czwartek, 27 marca 2008
ALGARVE - przedwielkanocna wycieczka
Przerwa świąteczna w Portugalii u nas na uczelni trwa całe dwa tyogdnie więc trzeba było zorganizować sobie jakoś czas i przeznaczyć go na zwiedzanie Portugalii. Pierwszy tydzień na południu, w słynnym turystycznym regionie- Algarve, to jest całe południowe wybrzeże, gdzi edużo zieleni jest, śliczne piaszczysce plaże, klify itd. Więc wyjechaliśmy we wtorek 25.03 – byla nas ekipa ok 20 osób, ale że w róznym czasie zdecydowałismy się jechać, więc bylismy w 3 rówżnych hotelach ulokowani. NA szczęście wynajęliśmy autka więc większego problemu nie było żeby się spotkać. Ogólnie 4 dni zleciały w mgnieniu oka, było świetnie, pogoda dopisała, więc i na zwiedzanie i na opalanie był czas ;-D Mieszkaliśmy w Albufeirze, miejscowości takiej już turystycznej pełną gębą- w sumie były tam same hotele i restauracje, no i plaża of kors. Hotel z basenkami, siłownia itd. to tam standard ;-)) więc bylo nice.Byliśmy tez w Lagos- miescowości bardziej na zachód, bo jednego dnia gorsza pogodę mieliśmy, więc na plażę nie było sensu wychodzić.No i jednego dnia chcielismy sobie w grocie w skalach gnisko zrobic, ale przypływ był więc grotę zalało, ale i tak daliśmy rade i ognisko z kiełbaskami na palży zrobiliśmy. Były polskie piosenki więc bardzo nice. Aha – no i przygode jak zwykle miałam ;-P drugiego dnia z kolezanka leżalyśmy na plaży w bezpeicznej wydawałoby się odległości od oceanu, było cieplutko, słonko prażyło- do czasu gdy do pasa nie zalała nas woda ;-D jakaś wielka fala przyszła co się nie rozbiła o inne fale, ani o skałki i nas zalała- smiechu miałysmy co niemiara, no ale ręczniki całe mokre więc popoludniu już na bialych hotelowych musialyśmy się opalać ;-))
te 4 dni to był taki odpoczynek od Erasmusowego intensywnego życia w Lizbonce, było tak spokojnie, że aż się nie chciało wracać
BIKES TRIP in Cascais 15.03
Jako że w samej Lizbonce nie ma plaży, bo tu tylko rzeka jest a dokładniej – jej wielka delta, więc w sobotę 15.03 z samego ranka wybralismy się na bikes trip do Cascais- to jest taka mała turystyczna, ale i snobistyczna miejscowośc nad oceanem, bo sami najbogatsi tam mieszkają. Więc najpierw pociągiem do Cascais- jakieś 30 minut jazdy a potem wynajęlismy rowerki – de facto za free ;-))) i w droge. Była nas ekipa około 10 osób więc było super, jak zwykle zresztą. Plan był by pojechać na Cabo da Roca- najbardziej wysunięty na zachód punkt Europy gdzie piekne klify są, no i widoczki zapierające dech. Ale że ciepło było strasznie a i leniami jesteśmy więc skończyło się na plaży w połowie drogi. Plaża – amaizing, i chociaż wiatr od oceanu bardzo zimny wiał- to ludzie z „północy” trawdo na plaży w kostiumach się wylegiwali, czego się nie robi dla opalenizny ;-))) A pożniej powrót i of kors – lody w McDonalds dla ochłody ;-)))
Następnym razem na pewno damy rade i fotosy z Cabo da Roca będą. ;-D
FIRST RESIDENCE PARTY 11.03
Po dłuższej przerwie znów wracam do żywych ;-)) Sorasy za niepisanie przez dłuższy czas ale było to spowodowane po części przerwą wielkanocna która tutaj trwa 2 tygodnie ;-)) moją nieobecnością w Lizbonce- a co się z tym wiąże brakiem netka, no i sprawami rodzinnymi. Ale teraz już netka mam w akademiku więc pisać do mne wieczorkami teraz proszę, bo jestem on-line ;-D
A teraz nadrabiam zaległości i zamieszczam kilka postów z ostatnich prawie 3 tygodni. Więc 11.03 – we wtorek , w ostatnim tygodniu nauki mieliśmy w naszym akademiku party wielgachne, tzn. taki biforek. Zaprosiliśmy wszystkich erasmo od nas z uczelni i kilku z innych i było czadersko. Residence mafia zrobiła bardzo skromną zrzute- kupilismy z 30 litrów wina żeby przygotować Sangrię- którą w tej wielkiej misce możecie zobaczyć, były drinking games ;-D piłkarzyki, ping pong, ect. Więc się świetnie integrowaliśmy i przygotowywalismy przed wyjściem na miasto co by nam zimno nie było ;-))) świetna party, ludzie już o nastepną pytają, więc wkrótce to powtórzymy tym bardziej, że nasz play room wzbogacił się o stół bilardowy. Więc teraz to już full wypas- internet, bilard... ;-)))