czwartek, 27 marca 2008

ALGARVE - przedwielkanocna wycieczka


tak podróżowaliśmy ;-D

tutaj zameczek w Lagos

sklep z pamiatkami

ognisko na ścieżce w drodze na plażę

karaoke party ;-)

pokaz barmański w Albufeirze, działo się działo

plaża w Albufeirze

no i my sie smażymy ;-))

tradycyjna kolacja


LAgos i zmienna pogoda ;-D

Przerwa świąteczna w Portugalii u nas na uczelni trwa całe dwa tyogdnie więc trzeba było zorganizować sobie jakoś czas i przeznaczyć go na zwiedzanie Portugalii. Pierwszy tydzień na południu, w słynnym turystycznym regionie- Algarve, to jest całe południowe wybrzeże, gdzi edużo zieleni jest, śliczne piaszczysce plaże, klify itd. Więc wyjechaliśmy we wtorek 25.03 – byla nas ekipa ok 20 osób, ale że w róznym czasie zdecydowałismy się jechać, więc bylismy w 3 rówżnych hotelach ulokowani. NA szczęście wynajęliśmy autka więc większego problemu nie było żeby się spotkać. Ogólnie 4 dni zleciały w mgnieniu oka, było świetnie, pogoda dopisała, więc i na zwiedzanie i na opalanie był czas ;-D Mieszkaliśmy w Albufeirze, miejscowości takiej już turystycznej pełną gębą- w sumie były tam same hotele i restauracje, no i plaża of kors. Hotel z basenkami, siłownia itd. to tam standard ;-)) więc bylo nice.Byliśmy tez w Lagos- miescowości bardziej na zachód, bo jednego dnia gorsza pogodę mieliśmy, więc na plażę nie było sensu wychodzić.No i jednego dnia chcielismy sobie w grocie w skalach gnisko zrobic, ale przypływ był więc grotę zalało, ale i tak daliśmy rade i ognisko z kiełbaskami na palży zrobiliśmy. Były polskie piosenki więc bardzo nice. Aha – no i przygode jak zwykle miałam ;-P drugiego dnia z kolezanka leżalyśmy na plaży w bezpeicznej wydawałoby się odległości od oceanu, było cieplutko, słonko prażyło- do czasu gdy do pasa nie zalała nas woda ;-D jakaś wielka fala przyszła co się nie rozbiła o inne fale, ani o skałki i nas zalała- smiechu miałysmy co niemiara, no ale ręczniki całe mokre więc popoludniu już na bialych hotelowych musialyśmy się opalać ;-))

te 4 dni to był taki odpoczynek od Erasmusowego intensywnego życia w Lizbonce, było tak spokojnie, że aż się nie chciało wracać

1 komentarz:

joanKa (!) pisze...

niezla laseczka sie nam na tych zdjeciach na plazy smazyla:):))) a poza tym malwi jak ci sie tak podobalo, to zostac tam trzeba bylo:))heh, wiesz na hotelowym reczniczku i na plazy all day long to by bylo zycie:))) :D:D heh, poza tym zazdroszcze zajebiscie zgranej i mega biggg ekipy erasmo:)) kisski kochanie:*