poniedziałek, 3 marca 2008

Słońce, pomarańcze, pasteis - czyli niedziela w Belem


drzewko pomarańczowepomarańczki, ładnie pachną, ale zjadliwe nie są ;-P

co innego lody.....

mniami .... ;-D

trochę wody dla ochłody ;-)

niedzielny targ staroci w Belem- hmmmm...

slynne portugalskie azulejo

tu narodził się przepis na te pyszne ciasteczka

w środku, ruch jak na al.29listopada ;-)

kolejka byla długa ale warto bylo poczekać

hmmm, jak zawsze mam glupie pomysły

tour de Belem

w środku wieży ze zdjecia wyżej

widoczek z wieży

i jeszcze jeden na miasto

w centrum de Belem

w środku

widok na mape świata ;-)) z pomnika Żeglarzy

ten sama mapa i ja jedna noga w Lizbonie, druga wciaż w Polsce

piekny pomnik, ale ja ciesze sie z mojego krotkiego rekawka ;-))

CEG - central european group ;-))

ja i Kristyna z Czech, w tle - Nico

uwięziona???

wcale nie bylo wygodnie

Weekend był przecudowny
Nie dość, że pogoda dopisała to i dużo zwiedzilam.
No i oczywiście party, party, party - ale z parties to juz zdjecia zamieszczałam wiec teraz chce sie podzielic wrażeniami z Lizbonki gdy świeci słoneczko.
Wiec w sobote wybrałysmy się z dziewczynaki z akademika na zakupy na drugi brzeg rzeki do outletów, oooojjjj działo się działo. Zara, Mango itd, no a na początku lody,żeby jeszcze bardziej umilić sobie i tak extra czas.
No a w niedziele cały dzionek w Belem, to taka dzielnica juz prawie za miastem , bardziej na zachód w krórej te wszystkie słynne miejsca i pomniki się znajdują.
Ogólnie Belem to portugalska wersja Betlejem.
Wiec najperw zwiedzanko Monastery de Jeronimo - tego wielkiego kościoła czy klasztoru, pożniej wieża de Belem a potem Pomnik Zeglarzy.
Naprawde widoczki zapierały dech, no i wiatr od TAgu, gorąco było, gorąco. No a po zwiedzanku lunch na trawce, oczywiscie trzeba było zjesc pasteis de belem - slynne ciastko, ktore mozna kupic w calej Lizbonie, ale ten sklep ktory macie na zdjeciu to wlasnie miesce gdzie powstał przepis i ktory jest strzezony przez rodzinna tradycje, wiec tam ciasteczka sa najlepsze, no i nie mozna nie wejsc do tej cukierenki jak sie jest w Belem ;-))))
To ciacho to takie okragłe francuskie ciasteczko z budyniem on the top, ale cieplutkie jest bo takie swiezytkie, posypane cukrem pudrem i cynamonem.
No a potem zrywałysmy pomarańczki z drzewa w parku, co de facto jest nielegalne.
Pomaranczki pachniały slicznie, ale smakować juz tak nie smakowały, no ale cóz nawet samym widokiem i zapachem można było sie najeść.
Weekend wiec był bardzo udany, teraz czekam na nastepny bo jedziemy na plaże na caly dzionek, wypożyczyc rowerki i na Cabo da Roca- zachodni koniec Europy, a potem juz tylko tydzien i 2 tygodnie przerwy wielkanocnej ;-)))))

3 komentarze:

joanKa (!) pisze...

ciesze sie malwi ze ci tak extra tam :) pogoda rzeczywiscie w weekend sie udala tutaj rowniez :)) wiec lody w sumie tez codziennie jadlysmy i jemy nadal :)) ślicznie na zdjątkach wyglądasz wiec tylko pogratulowac :)

sciski i caluski jak zawsze :*
amandzia

Anonimowy pisze...

kochana daj no trochę tego słońca, bo tutaj zimno jak w psiarni, że sie wytrzymać nie da... Ja też chcę już krótki rękaw !!!!!!!!!!!!!

Pezu pisze...

Malwi, widze ze Lisboaa Ci służy. Baw się bo u nas w SG dzisiaj pada śnieg więc rura w góry pewnie w czwartek.

Jak znajdziesz jakis napis w stylu Maciek z Tarnowa pozdrawia Elbląg to tez zrób foto.

Trzymaj się,
Maciek